Tytuł oryginału: Long lost
Tytuł polski: Zaginiona
Autor: Harlan Coben
Wydawnictwo: Albatros
Rok wydania: 2010. Wydanie II
W swoim życiu
przeczytałam już trochę powieści kryminalnych, właściwie w
gatunku tym miłuje się od jakiś dobrych kilku lat, kiedy to
przestałam kochać się w tanich romansach, gdzie wszyscy żyli
długo, szczęśliwie, mężczyźni byli bogaci, a kobiety piękne i
z perspektywami. Książki Cobena szybko wpadły mi w ręce. Na
bibliotecznej półce wyglądały na nowe, miały kolorowe okładki,
przyciągały wzrok. Takie prymitywne bodźce jednak działają na mnie, jakbym nadal miała pięć lat.
Głównego bohatera
"Zaginionej" poznałam już wcześniej, od razu go
polubiłam. Myron wydaję się na pierwszy rzut oka inteligentny i
zabawny, jego poczucie humoru nie jest zbyt adekwatne do sytuacji, w
których się znajduje. Wydaję się taki nietuzinkowy ze swoim
cientym językiem, ale również niezwykle ludzki, czego często
postaciom z takich książek bardzo brakuje. Wybrednym zapewne wyda
się nieco przerysowany. To on opowiada nam wszystkie wydarzenia ze
swojej perspektywy, dzięki temu chyba usprawiedliwiłabym mu każdy
czyn. Narracja ta sprawia również, że Myron nagle wydaję się taki dostępny, jakby siedział obok nas. W gruncie rzeczy ten człowiek ma uchodzić chyba za dobrą
duszę, która nie kieruje się prawem, a jedynie uczuciami i oczywiście zawsze uchodzi mu to na sucho.
Oczywiście nie tylko Myron jest wśród wszystkich postaci
oryginalny. Biorąc pod lupę Wina wcale nie wydaję się on takim
snobem, jakim byłby analizując jego zachowanie bez uśmiechu na
ustach i kontekstu zdań. Bardziej jawi się nam facet, który mimo
swojego dostępu do pieniędzy odziedziczonych po rodzinie oraz
wzniosłego nazwiska z numerem jest w stanie wszystko załatwić i
poświęcić się przyjaźni, mimo całkiem lekkiego stosunku do
kobiet. Wydaję się, że rzuciłby dla Myrona wszystko, gdyby tylko
była taka potrzeba i nie będzie bał się narażać dla niego
własnego życia. Z drugiej strony można odnieść wrażenie, że z
uwagi na dostępność pieniędzy i wszystkiego innego, dodatkowa
adrenalina bardzo mu się podoba, a kłopoty i możliwość walki z
kimś sprawiają mu pewnego rodzaju przyjemność.
Nie dziwi mnie sława
Cobena na całym świecie, lekki język sprawia, że nad kartkami
można pochylać się długimi godzinami aż do późnej nocy.
Przeczytanie całości zajęło mi jeden dzień, więc rekordowo szybko.
Chociaż bohaterów poznajemy już we wcześniejszych częściach, to
jeżeli ktoś sięgnie po "Zaginioną" w pierwszej
kolejności to pobieżnie, przy okazji innych zdarzeń pozna
wcześniejszą historię głównych postaci, chociaż nie będzie ona
podana zbyt natarczywie.
W "Zaginionej"
życie Myrona zmienia wyjazd do Paryża, gdzie ma zobaczyć się z
Teresą. Z kobietą tą łączą go szczególne wspomnienia, dlatego
mimo wszystko nie potrafi jej odmówić. Jak zawsze w takich
sytuacjach porzuca on chwilowo swoje biuro i biegnie pomagać innym,
chociaż w rzeczywistości nie wie nawet w co się pakuje. Początkowy
etap pełen jest ciętych ripost bohatera w stosunku do francuskiej
policji i myślę, że można byłoby wynotować wiele ciekawych
cytatów z tych fragmentów. Potem zaczyna się jednak robić coraz
bardziej gorąco i coraz bardziej niezrozumiale. Przez całość przeżyjemy wiele zwrotów akcji, układanka nie jest prosta i
oczywista, chociaż zaskoczenia nie są wymuszane, a zmiany nie
wydają się na siłę przerysowane. Dopiero na sam koniec można w
pewien sposób przewidzieć co zrobi Terese'a. Autor robi nam wodę z
mózgu to naprowadzając na niezbity dowód życia córki bohaterki,
to znów podając na tacy coś, co pozwoli, aby twierdzić, że
dziecko to bezpowrotnie zginęło. Wciąż coś się nie zgadza i do
końca nie wiemy kto mówi prawdę, a kto kłamie. Długo również
nie jest podany prawdziwy cel funkcjonowania fundacji "Ratuj
Aniołki", która tajemniczo kusi w opisie fabuły z tyłu
książki. Akcja toczy się dość szybko, choć nie wyczuwa się
przesadnego biegu w przód, pewne jest, że ciężko się nudzić
przewracając kolejne kartki.
Ocenianie książek
jest z pewnością subiektywne, a ja co do swojej wakacyjnej
literatury nie jestem zbyt wybredna to wszystkie powieści Cobena
oceniłabym na maksymalną cyfrę w skali. Ciężko się do czegoś
tu przyczepić, szczególnie, kiedy miało się ochotę nie wstawać
od niej dopóki nie ujrzy się niebieskiej okładki zapowiadającej
koniec.
10/10