poniedziałek, 16 lipca 2012

Chuda - Judith Fathallah


Potrafię określić gdzie to wszystko się zaczęło. Nie kiedy, bo tego typu rzeczy nie zaczynają się nagle, w jednej chwili. Są raczej jak woda piętrząca się za tamą, przeczuwasz je, ale nie potrafisz im zapobiec. Wreszcie tama pęka”


Tytuł oryginału: Monkey Taming
Tytuł polski: Chuda
Autor: Judith Fathallah
Wydawnictwo:Znak
Rok wydania: 2007


     Chuda jest powieścią wstrząsającą i z pewnością powinna ją przeczytać każda dziewczyna, która zamierza wprowadzić do swojego życia restrykcyjne zmiany związane z dietą. Jestem pewna, że zacznie wtedy uważać i analizować swoje zachowania w kontekście tego tekstu. Sama byłam dłuższy czas na diecie i może dlatego książka ta uderzyła w mój umysł bardziej niż mi się wydawało. Sięgnęłam do niej przypadkiem, kiedy to nie miałam akurat dostępu do biblioteki, czytanie zajęło mi dwa dni i przyznam, że nie był to łatwy czas. "Chuda" wydaję się być klasyką w swojej kategorii, dlatego uważałam, że warto zobaczyć co kryję się za okładką z dziewczyną o białej skórze. 
    W utworze poznajemy Jessicę, trzynastolatkę, z pozoru zwyczajną, z lekką nadwagą, inteligentną, utalentowaną i świadomą swoich dobrych stron, czasem może nam się nawet wydać nieco zarozumiała. Mimo, że ma brata mi przypomina kogoś z syndromem jedynaczki, może natomiast jest to wina nastoletniego buntu. Czasem jej nie rozumiem, wydaję się niewiarygodna, jednak nie miałam do czynienia z jej problemem, dlatego nie powinnam go w ten sposób oceniać. Wakacje z rodziną, które nie układają się po jej myśli sprawiają, że podejmuje ważną decyzję w życiu: postanawia pozbyć się zbędnego balastu z ciała i szybko cieszy się sukcesami. W końcu dowiadujemy się o szczęśliwym dzieciństwie i nagłym odebraniu tego, co było najważniejsze: ojca, do tego doszły inne problemy rodzinne. Dalej nie jesteśmy oszczędzani, przed oczy rzuca się nam informacje o błędnych obsesjach, paranoicznych zachowaniach zupełnie nielogicznych dla normalnego, zdrowego człowieka. Gdyby nie sytuacja, w której się znajduję bohaterka i świadomość, że gdzieś na świecie żyją ludzie z takimi problemami z pewnością wydawałoby się nam, że to co ona robi jest zupełnie niemożliwe. Poznajemy przyzwyczajenia anarektyczek, sposób liczenia kalorii, wewnętrznego głosu, katowania i z dnia na dzień coraz gorszej kondycji i myślach, mimo że przecież sylwetka dawno jest już o wiele za chuda. Narratorka opowiada o sobie w czasie przeszłym, w tle pojawia się tragedia rodzinna, poznajemy jej matkę. Od początku nie wywarła ona na mnie zbyt dobrego wrażenia, prezentowała się ostro, oschle, podobnie zadzierała nosa jak córka i była uparta w swoich poglądach niczym osioł. Potem jednak zauważyłam, że jest równie pokrzywdzoną i bezradną osobą jak Jessica. Nie może nic zrobić, nie wie jak ma pomóc. Nigdzie nie słuchamy jak się wypowiada, co myśli i co czuję, ale łatwo zauważyć, że ona również przechodzi te trudne momenty, poświęca się, może trochę zrzuca na siebie winę za sytuację, która ją samą również zmienia. Samolubstwo trzynastolatki dotyka całą jej rodzinę, wyrządza jej krzywdę, obok matki stoi brat, który nic nie mówi, na nic się nie skarży, czasem zabierze głos, ale ma się wrażenie, jakby żył poza rodziną. Dziwi mnie, że się nie żali, nie wyrzuca siostrze złego postępowania, jedynie wspomina, że niszczy matkę, chociaż myślę, że sam musiał czuć się niezwykle opuszczony, kiedy to stracił ojca, kontakt z siostrą, a matka zajmowała się babcią i skupiała całą uwagę na córce.
    Oczywiście całość książki utrzymana jest w lekkim tonie, wydawałoby się nawet, że zbyt jak na tak wstrząsające wydarzenia. Niby pamiętnik zwykłej nastolatki, spokojne myśli, potoczny język - nic bardziej mylnego. Każdy kto oceni książkę po kilku zdaniach bardzo się zdziwi. Akcja dzieje się bardzo szybko, skupiamy się głównie na jedzeniu, ćwiczeniach i nie istnieniu szkoły, potem na ośrodku i wychodzeniu z opresji, myślach, uczuciach, mniej na wydarzeniach, one grają jakby za tło całości. Autorka sama ma za sobą taką chorobę, więc czuję się, że wie o czym piszę i jak bardzo chce tym, co napisała pomóc innym.
    Czy jest to książka godna polecenia? Nie wiem, mnie osobiście przeraziła i dała do myślenia. Nie spodziewałabym się, że wywrze na mnie aż takie wrażenie, że cały dzień będę miała w głowie jedynie absurdalne zachowania tej dziewczyny, że będę się zastanawiać co prowadzi do tego, że człowiek w końcu widzi siebie w lustrze zniekształconego i jakim cudem to wszystko dzieje się na oczach kochających rodziców. Jeżeli ktoś lubi historię o tym, jak przebiegają choroby to warto pochylić się nad tym utworem. Jednakże nie powinniśmy od tej książki wymagać więcej niż to. Nie polecam na smutne wieczory, z pewnością nie znajdziemy w niej ani jednego momentu, który wywołałby uśmiech. Nie sądzę też, aby kogoś fabularnie zaskoczyła, od tytułu, aż do końca możemy przewidzieć co będzie następnym krokiem i jak utwór się skończy, jednak nie powinniśmy tego krytykować ze względu na to, że cel utworu wydaję się zupełnie inny i należy podkreślać, że owy cel spełnia w stu procentach. Osobiście nie sięgnę po nią nigdy drugi raz.
6/10

piątek, 13 lipca 2012

"Zaginiona" Harlan Coben


Tytuł oryginału: Long lost
Tytuł polski: Zaginiona
Autor: Harlan Coben
Wydawnictwo: Albatros
Rok wydania: 2010. Wydanie II

      W swoim życiu przeczytałam już trochę powieści kryminalnych, właściwie w gatunku tym miłuje się od jakiś dobrych kilku lat, kiedy to przestałam kochać się w tanich romansach, gdzie wszyscy żyli długo, szczęśliwie, mężczyźni byli bogaci, a kobiety piękne i z perspektywami. Książki Cobena szybko wpadły mi w ręce. Na bibliotecznej półce wyglądały na nowe, miały kolorowe okładki, przyciągały wzrok. Takie prymitywne bodźce jednak działają na mnie, jakbym nadal miała pięć lat.
Głównego bohatera "Zaginionej" poznałam już wcześniej, od razu go polubiłam. Myron wydaję się na pierwszy rzut oka inteligentny i zabawny, jego poczucie humoru nie jest zbyt adekwatne do sytuacji, w których się znajduje. Wydaję się taki nietuzinkowy ze swoim cientym językiem, ale również niezwykle ludzki, czego często postaciom z takich książek bardzo brakuje. Wybrednym zapewne wyda się nieco przerysowany. To on opowiada nam wszystkie wydarzenia ze swojej perspektywy, dzięki temu chyba usprawiedliwiłabym mu każdy czyn. Narracja ta sprawia również, że Myron nagle wydaję się taki dostępny, jakby siedział obok nas. W gruncie rzeczy ten człowiek ma uchodzić chyba za dobrą duszę, która nie kieruje się prawem, a jedynie uczuciami i oczywiście zawsze uchodzi mu to na sucho. Oczywiście nie tylko Myron jest wśród wszystkich postaci oryginalny. Biorąc pod lupę Wina wcale nie wydaję się on takim snobem, jakim byłby analizując jego zachowanie bez uśmiechu na ustach i kontekstu zdań. Bardziej jawi się nam facet, który mimo swojego dostępu do pieniędzy odziedziczonych po rodzinie oraz wzniosłego nazwiska z numerem jest w stanie wszystko załatwić i poświęcić się przyjaźni, mimo całkiem lekkiego stosunku do kobiet. Wydaję się, że rzuciłby dla Myrona wszystko, gdyby tylko była taka potrzeba i nie będzie bał się narażać dla niego własnego życia. Z drugiej strony można odnieść wrażenie, że z uwagi na dostępność pieniędzy i wszystkiego innego, dodatkowa adrenalina bardzo mu się podoba, a kłopoty i możliwość walki z kimś sprawiają mu pewnego rodzaju przyjemność.
    Nie dziwi mnie sława Cobena na całym świecie, lekki język sprawia, że nad kartkami można pochylać się długimi godzinami aż do późnej nocy. Przeczytanie całości zajęło mi jeden dzień, więc rekordowo szybko. Chociaż bohaterów poznajemy już we wcześniejszych częściach, to jeżeli ktoś sięgnie po "Zaginioną" w pierwszej kolejności to pobieżnie, przy okazji innych zdarzeń pozna wcześniejszą historię głównych postaci, chociaż nie będzie ona podana zbyt natarczywie.
W "Zaginionej" życie Myrona zmienia wyjazd do Paryża, gdzie ma zobaczyć się z Teresą. Z kobietą tą łączą go szczególne wspomnienia, dlatego mimo wszystko nie potrafi jej odmówić. Jak zawsze w takich sytuacjach porzuca on chwilowo swoje biuro i biegnie pomagać innym, chociaż w rzeczywistości nie wie nawet w co się pakuje. Początkowy etap pełen jest ciętych ripost bohatera w stosunku do francuskiej policji i myślę, że można byłoby wynotować wiele ciekawych cytatów z tych fragmentów. Potem zaczyna się jednak robić coraz bardziej gorąco i coraz bardziej niezrozumiale. Przez całość przeżyjemy wiele zwrotów akcji, układanka nie jest prosta i oczywista, chociaż zaskoczenia nie są wymuszane, a zmiany nie wydają się na siłę przerysowane. Dopiero na sam koniec można w pewien sposób przewidzieć co zrobi Terese'a. Autor robi nam wodę z mózgu to naprowadzając na niezbity dowód życia córki bohaterki, to znów podając na tacy coś, co pozwoli, aby twierdzić, że dziecko to bezpowrotnie zginęło. Wciąż coś się nie zgadza i do końca nie wiemy kto mówi prawdę, a kto kłamie. Długo również nie jest podany prawdziwy cel funkcjonowania fundacji "Ratuj Aniołki", która tajemniczo kusi w opisie fabuły z tyłu książki. Akcja toczy się dość szybko, choć nie wyczuwa się przesadnego biegu w przód, pewne jest, że ciężko się nudzić przewracając kolejne kartki.
    Ocenianie książek jest z pewnością subiektywne, a ja co do swojej wakacyjnej literatury nie jestem zbyt wybredna to wszystkie powieści Cobena oceniłabym na maksymalną cyfrę w skali. Ciężko się do czegoś tu przyczepić, szczególnie, kiedy miało się ochotę nie wstawać od niej dopóki nie ujrzy się niebieskiej okładki zapowiadającej koniec. 

10/10